Woda deszczowa

Przydatność wody deszczowej do wykorzystania w ogrodzie

Przy kaprysach pogody, długich okresach bez deszczu,wydawało by się ,że stosowanie zbieranej deszczówki do podlewania roślin jest świetnym pomysłem. Niestety nie do końca tak jest.

Przy obecnym zanieczyszczeniu środowiska, woda deszczowa ma w sobie bardzo wiele zanieczyszczeń,wypłukiwanych tak z powietrza , jak też z powierzchni po których spływa(Np.dach domu). Szczególnie jest to odczuwalne w miastach, gdzie jest bardzo duże zanieczyszczenie środowiska, wiele spalin z samochodów i przemysłu.

Jednak nie rezygnowała bym tak całkowicie z wody deszczowej. Wyłapujmy ją w małych miejscowościach, gdzie niema przemysłu zatruwającego powietrze i na wsiach.

Łapiemy wodę deszczową głównie z rynien odprowadzających ją z dachów domów, garaży, czy innych zabudowań gospodarczych. Możemy ją zbierać w specjalnych zbiornikach, używać do uzupełniania braków wody w oczkach wodnych, lub zbudować otwarty zbiornik ,który okresowo, po większych opadach będzie się napełniał wodą.

Należy pamiętać, że po długim okresie suszy nawet tam gdzie zanieczyszczenie powietrza jest niewielkie, na dachach gromadzi się dużo śmieci i kurzu. Dobrze by było pomyśleć  więc zawczasu o zaworze, który pozwalał by taką wodę deszczową, mocno zanieczyszczoną (z pierwszego płukania dachu) odprowadzać poza zbiornik wody . Dopiero  potem przełączać zawór i zbierać deszcz do późniejszego wykorzystania

Zasadniczo taką wodą, jeśli zachowamy powyższe warunki, możemy podlewać wszystkie rośliny w ogrodzie. Ja osobiście wykorzystuję wodę ze wszystkich rynien z domu jak i garażu do uzupełniania braków wody w oczku wodnym. Ale mieszkam na wsi wysoko nad miastem i powietrze jest tu naprawdę czyste. W mieście niestety nie radzę próbować korzystać z wody deszczowej do podlewania roślin. Może się to skończyć popaleniem liści, ponieważ stężenie zanieczyszczeń w takiej wodzie , nieprzefiltrowanej ani przez warstwy ziemi(woda w studniach), ani przez stacje uzdatniania wody( wodociągi) ,może być bardzo wysokie. Możemy ją jednak wykorzystać do celów gospodarczych,typu mycie kostki, narzędzi ogrodniczych itp. ©

Podlewanie ogrodu

Jak zabezpieczyć ogród przed suszą

Już po wiośnie, zaczyna się lato. Czekają nas wakacje, wyjazdy na urlopy i upalne letnie dni. Ostatnie lata pokazały, jak wysokie potrafią być letnie temperatury. A przecież nikt nie chce po przyjeździe zastać spalonego słońcem i wyschniętego ogrodu.

Pomyślmy wiec o nawadnianiu naszego skrawka raju. Nie musimy od razu inwestować w bardzo drogie, w pełni automatyczne systemy nawadniające, choć zapewne takie właśnie są najskuteczniejsze. Ale wiadomo, nie każdy ma kilka tysięcy wolnej gotówki. Gdy jednak nie możemy liczyć na znajomych, którzy zajmą się podlewaniem naszych najcenniejszych okazów, bez wydatków trudno się obejść.  Podpowiem jednak, jak zdobić to stosunkowo niewielkim kosztem, a z dużą skutecznością.
Zacznijmy od przeglądu, które rośliny w naszym ogrodzie są najbardziej wrażliwe na wyschnięcie, na których nam najbardziej zależy. Aby zapewnić im podlewanie w czasie naszej nieobecności, musimy się zaopatrzyć w trzy podstawowe elementy: programator montowany na kran z wodą, wąż z szybkozłączkami i rurę nawadniającą- kroplującą lub pocącą wodę.
Programator zasilany bateryjką zwykle 9V , montujemy na zewnętrzny kran. Ustawiamy program nawadniania, np. dwa razy dziennie o 6 i 18 godzinie, przy czasie nawadniania 1 godzina. Odkręcamy wodę w kranie. Elektrozawór w programatorze otworzy się i puści wodę tylko w nastawionym przez nas czasie.
Do programatora za pomocą szybkozłączek podpinamy węża, którego długość dobieramy do wielkości ogrodu i odległości do podlewanych roślin. Drugi  koniec węża podpinamy do rury kroplującej, którą rozłożyliśmy na ziemi, wśród roślin które chcemy podlewać. Rura taka ma zwykle 50 m długości i podleje wiele roślin rosnących w jej zasięgu.
Ten najprostszy system , pozwoli zapewnić roślinom dostateczną ilość wody w czasie naszej nieobecności. Możemy oczywiście go wzbogacać o kolejne elementy, typu liść elektroniczny wyłączający podlewanie w czasie deszczu, czy zraszacze podlewające trawnik. Niemniej każdy dodatkowy element, to następny wydatek, więc na początek zacznijmy od podstaw. Ten podstawowy zestaw, to maksymalnie koszt 500zł, a zwykle węża do podlewania już mamy.
No i pamiętajmy, że podlewanie przyda nam się nie tylko przy wyjazdach, ale też znacznie ułatwi nam dostarczenie wody roślinom na co dzień. Już tegoroczna wiosna pokazała, że bez podlewania rododendrony i azalie omdlewają i zrzucają ledwo rozwinięte kwiaty. A trudno jest codziennie poświęcić godzinę lub dwie, aby dobrze podlać rośliny.
Pamiętajmy też o nawozach. Jeśli zastosowaliśmy Osmocote, to już nic nie trzeba robić, jeśli jednak zdecydowaliśmy się na nawozy rozpuszczalne, teraz jest już pora na drugą ich dawkę.
No i kto jeszcze nie wyciął starych minimum 3-letnich gałęzi przekwitłych forsycji i migdałowców, ma ostatni dzwonek na to, aby je przyciąć na wysokość 20 cm od ziemi. Młode, odbijające od ziemi gałęzie, zapewnią piękne kwitnienie krzewów w przyszłym sezonie. ©